Obudziła mnie May-Lin. - Panienko,
panienko - mówiła. Otworzyłam oczy i o mało nie miałam zawału. May stała
na de mną, centralnie na de mną. - Ooo na szczęście, panienka żyje.
Panienka spała tak spokojnie, że myślałam, że panienka nie żyje. Dzięki
Boże!- powiedziała. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. - Która godzina? -
zapytałam. - 10 panienko - odpowiedziała. May pomogła mi się
przygotować. Kiedy byłam gotowa zeszłam do jadalni, a May została w moim
pokoju. Na dworze nie było za ciepło, ( Bo jest zima, ferie, a śniegu
nie ma >_< ) dlatego jak poszłam do jadalni zobaczyłam Sebastiana
rozpalającego kominek. Usiadłam na małej na małej czerwonej kanapie.
Sebastian podał mi kawałek jabłkowej tarty. Po chwili przyszedł Ciel (
co by było gdyby było napisane że ,, klęknął i zaczął śpiewać,,. :-D
Beka z typa ) usiadł obok mnie na wielkim skórzanym fotelu ( kiedy
przechodził naprawdę klęknie, to by było takie... ). Kiedy usiadł
Sebastian podał mu herbatę. Ciel zaczął ją pić ( chciałam
napisać sączyć. Heheszki :3 ). Kiedy skończyłam jeść Ciel wstał ( Nie,
nie klęknął ) poszedł do gabinetu - Sebastianie przynieś mi gazetę -
powiedział. Sebastian wziął ją i poszedł za Cielem. ( Zauważyłam że nie
mam o czym rozmawiać z Cielem. Czy jestem aż taka nudna??? Nie to on
jest nudny :-P ). Ja za to z nudów postanowiłam coś poczytać sięgnęłam
po jakąkolwiek książkę. Po chwili czytania zrozumiałam jakie to nudne.
Odłożyłam ją i zaczęłam gapić się w sufit. Nagle coś stłukło okno,
jednocześnie wskazując do środka. Wręcz 5 sekund później przebiegł Ciel i
Sebastian. Najpierw spojrzeli na mnie. - To nie ja! - powiedziałam. -
Co to było? - zapytał Ciel. - Sama nie wiem - odpowiedziałam. Poszliśmy
sprawdzić salon. Kiedy weszliśmy zobaczyłam to był Grell ( w skrócie
rudy idiota ). - Sebciu - powiedział. Sebastian spojrzał na niego, i od
razu zażenowany odwrócił wzrok. - Mam coś dla ciebie - powiedział
jednocześnie wyjmując coś z kieszeni. - To jest kot? - zapytałam. Grell
wyjął z czarnego kota o lazurowych oczach.
- Kiedy go znalazłem, od razu
pomyślałem o tobie Sebciu :3 - powiedział z uśmiechem. Sebastian
spojrzał na niego krzywo. - Ale słodziak - powiedziałam - Dziękuję -
odpowiedział - Nie mówiłam do ciebie!!! - krzyknęłam. - To nie było
miłe. A już myślałem że się zmieniłaś od ostatniego naszego spotkania -
powiedział. - Dlaczego ciągle jesteś taki urażony? - zapytałam. - Jakbym
mógł nie być urażony, nie spełniona miłość. Ale z drugiej strony gdyby
nie ty, to nigdy bym nie poznał Sebcia - odparł. Cała nasza czwórka
popatrzyła na niego krzywo ( Ale, ale czekaj przecież ja, Sebastian i
Ciel to trójka? Jak to możliwe? Piszcie w komach ). Wzięłam od niego
kota i usiadłam, na tej samej kanapie. Zaczęłam go głaskać. ( Ej miałeś
napisać koma!!! Bo się obrazę :’-( ). Sebastian podszedł do mnie też
zaczął go głaskać. Po chwili wszyscy oprócz Grella to robili. Nagle
odezwał się Ciel, jednocześnie odwrócił się do Grella - To ty nadal tu
jesteś? - zapytał. Grell spojrzał na niego z nieuwagą. Tak jakby cały
czas myślał tylko o tym jak rozkochać w sobie Sebastiana. Wszyscy
spojrzeliśmy na niego z obrzydzeniem. - Po co tu jeszcze jesteś -
zapytałam. On spojrzał na mnie bardziej przytomnie. - Nie przyszedłem
tylko z powodu kota, ale mam też sprawę do Sebastiana. Wiecie że zaczęły
się ferie, a ja nie mam żadnych zgłoszeń, to może urządzimy razem
Walentynki - powiedział zupełnie jak Lizzy kiedy do nas wpadła. Wszyscy spojrzeliśmy na niego tak jakby mieliśmy wszyscy powiedzieć ,,NIE,,. -
Cudownie wszystko załatwione. Pójdę zanieść swoje rzeczy. Sebciu może
mnie oprowadzisz? - zapytał. - No Sebastianie nie wstydź się, zrób to dla
Grella - powiedziałam złośliwie. Sebastian i Grell zaczęli się kłócić.
Pochyliłam się do ucha Ciela i wyszeptałam - Choć zostawimy ich samych -
uśmiechnęłam się serdecznie. Ciel się zarumienił. Po chwili zrozumiałam
jak to zabrzmiało. Od razu się odwróciłam zarumieniona. On gapił się na
mnie, i po chwili już nie mogłam wytrzymać atmosfery ( Ooo zabrzmiało to
tak mądrze, rozumiecie? Atmosfera, kosmos? Mniejsza z tym ). - Co się
gapisz?! - zapytałam groźnie, wręcz tak jakbym miała mu skoczyć do
gardła, głośno a zarazem cicho. ( I co zabrzmiało mądrze? Piszcie w
komach :3 ) Ciel od razu odwrócił wzrok. Odetchnęłam z ulgą.
Po chwili oboje gapiliśmy się w
ziemie. Nagle podszedł Sebastian. - Paniczu co się stało? Panicz jest
blady - zapytał. - Muszę się przewietrzyć. Pójdę do ogrodu - powiedział
bez żadnych emocji. - Mam pójść z paniczem? - zapytał. - Nie trzeba,
operować Grella - powiedział. - Słyszałeś Sebciu masz mnie oprowadzić
- powiedział ( jak się domyślacie ) Grell. Kiedy Ciel wyszedł, a
Sebastian poszedł z Grellem, ja zostałam sama z kotem. Głaskałam kota
gdy nagle on zeskoczył z moich kolan, i usiadł tak jakby miał zrobić tę
ciężką sprawę. Od razu podbiegłam do niego, i go szybko podniosłam. -
Ooo nie nie ładnie - krzyknęłam. Pobiegłam w stronę wyjścia. Postawiłam
go przed wejściem. On po zrobieniu tego co trzeba ( zostawię to bez
komentarza, ale wy macie napisać koma. Myślałeś że ci się upiecze? O nie
ze mną nie ma żartów ). Nagle kot zaczął podążać w stronę ogrodu. -
Wracaj! Wracaj! Wracaj! - krzyczałam, a on jakby był głuchy. W końcu się
zatrzymał, i od razu spojrzał w stronę takiej małej ławki, na której
siedział Ciel, i gapił się na wielką rzeźbę w kształcie konia z szachów.
Spojrzałam w tę samą stronę. Postanowiłam z nim porozmawiać. Podeszłam,
i kiedy byłam nie całe 5 metrów od niego powiedziałam - Ciel -. On nie
zareagował. Usiadłam i zaczęłam bredzić. - To jakby tu zacząć? -
zapytałam. - Ale ładna pogoda co nie? - zadałam kolejne głupie pytanie.
On ciągle nie reagował. Odetchnęłam głęboko. - Przepraszam -
powiedziałam. On za to nareszcie się odezwał, myślałam że powie coś
sensownego ale się myliłam - Co? - taka była jego odpowiedzieć. (
Rozumiecie ja się zabieram w sobie a on co ,,Co?,,. Co to ma być :-S )-
Przepraszam - powiedziałam znowu. - To do połowy moja wina - powiedział (
Myślałam że się bardziej postara, ale w ostateczności mu zaliczę :-D ).
- Nie to moja wina - powiedziałam. ( Trochę przepraszałam więc pominę
). - A wiec to moja wina, ale biorąc pod uwagę twoje 10%, to mnożąc to
przez 3 to i tak maja wina, na jakieś 70% - ( BLA, BLA, BLA ). - Czyli
między nami spoko? - zapytałam. - Jak nigdy - powiedział lekko
zażenowany z małym rumieńcem. Potem gadaliśmy trochę o świecie, i gapiąc
się na tę rzeźbę. Po chwili powiedziałam - Wiesz co... -. - Co? -
zapytał - Mam ochotę pograć w...-
( Nie, nie o to chodzi, wy zboczuszki ) - ...szachy -.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie zapomnijcie dać koma. I z góry chcę was przeprosić że tak dawno nic
nie pisałam ale wiecie (szkoła, testy, kartkówki i co najgorsze leniuch
ze mnie ) wybaczycie mi??? Postaram się żeby to się nie powtórzyło. Coś
jeszcze? A tak spóźnione życzenia. Życzę wam wszystkiego najlepszego z
okazji dnia kobiet. Jeżeli chodźcie do szkoły to pochwalcie się co
zostaliście od chłopaków. Bo ja zostałam świeczkę. Super nie ma to jak
świeczka zapachowa ( Czy oni sugerują że w moim domu śmierdzi? ).
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
poniedziałek, 9 marca 2015
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 1
Kuroshitsuji Ciel
Byłem w mojej posiadłości, wszystko było jak zawsze, ale czegoś brakowało. Po krótkim zastanowieniu zrozumiałem. Nie było tu nikogo byłem sam. Nie było Sebastiana, May-Lin, Barta, Finniama a nawet Kiry. Pomyślałem logicznie ,, Pewnie wyszli, ale dlaczego Sebastian mnie nie obudził. Dziwne ,,. Postanowiłem pójść do jadalni, żeby się upewnić czy naprawdę jestem sam. Otworzyłem drzwi a tam stała Kira. Miała na sobie białą sukienkę, a jej twarz była smutna, można nawet powiedzieć że płakała. Od razu do niej pod biegłem. Próbowałem ją złapać, ale gdy tylko ją dotknąłem na jej sukience pojawiły się czerwone plamy, a ona zaczęła krzyczeć. Wszystko stało się czarne. Nagle poczułem zapach herbaty. Otworzyłem oczy. Okazało się że to był sen. Sebastian stał obok mnie z przygotowaną herbatą. - Wszystko w porządku paniczu? - zapytał, patrząc na mnie z troską - Tak - powiedziałem ( Na szczęście udało mi się coś wykrztusić ). - Proszę się napić poczuje się panicz lepiej - powiedział. Napiłem się, a w tym czasie Sebastian mnie ubierał. Kiedy skończył poszliśmy na dół. Poszedłem do gabinetu, załatwić resztę formalności, na temat firmy. - Sebastianie sprawdź czy Kira się obudziła - powiedziałem - Czyżby panicz... - powiedział - idź już - przerwałam mu. Sebastian wyszedł, a ja zająłem się papierową robotą. Po chwili Sebastian przyszedł mówiąc - Paniczu telefon od panienki Elizabeth -. Podał mi telefon. Od razu usłyszałem piskliwy głos Lizzy - Cieluś witaj, mogę dzisiaj wpaść, tak słodko dzięki, to przyjdę to papatki - powiedziała. ( Nawet nie zdążyłem nic powiedzieć ). Udało mi się tylko wykrztusić ,, Hehg? ,,. Byłem rozczarowany że nie potrafiłem się wysłowić, nawet się bałem co to będzie. - Paniczu śniadanie gotowe - powiedział Sebastian. Poszedłem do jadalni, chwile potem przyszła Kira. - Przepraszam za spóźnienie - powiedziała. Nie szkodzi - odparłam. Usiadła, kiedy już prawie skończyliśmy jeść, ktoś zaczął się odbijać do drzwi. Sebastian i Kira poszli sprawdzić co się dzieje. Nagle usłyszałem głos Lizzy. Od razu spanikowałem i udałem się do drzwi prowadzących do gabinetu. ( Do gabinetu prowadzą nie tylko drzwi ze salonu, ale też z jadalni ). Kiedy byłem w gabinecie usiadłem przy biurku i podsłuchiwałem rozmowy. Nagle usłyszałem kroki. Do gabinetu wbiegła Lizzy, wyskoczyła mi na biurko, i zaczęła się do mnie przytulać. Prawie straciłem przytomność, w sumie chyba straciłem. Jedyne co jeszcze pamiętam, to odwrócona Kirę, podążającą w stronę pokoju. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Sebastiana i Lizzy. - Czy ja zemdlałem? - spytałem - Tak - odpowiedział Sebastian. - Przepraszam Cieluś - powiedziała Lizzy. - Gdzie Kira? - zapytałem. - Rozbolała ją głowa, i poszła się położyć - odparł Sebastian. - Chyba lepiej żebym też się położył - powiedziałem. - Pójdę z paniczem - powiedział. - Nie trzeba - odparłem i udałem się w stronę pokoju. W drodze do sypialni przechodziłem obok pokoju Kiry, i trochę podsłuchałem. Zrozumiałem coś takiego że ,, Sama nie jestem lepsza ,, coś takiego. Długo nie zwracałem na to uwagi, po prostu szedłem dalej. Kiedy doszedłem zdjąłem opaskę, i poszedłem spać. Obudziłem się akurat na kolację. Zszedłem na dół. - Witaj paniczu - powiedział Sebastian. - Witam - odparłem. Usiadłem przy stole, a naprzeciwko mnie Lizzy ( Nie Kira tylko Lizzy ). Koło niej usiadła Kira, po jej minie można było zrozumieć że jest niezadowolona. Kiedy zjedliśmy, Kira wyglądała jakby na coś czekała, wtedy przyszedł Bart, w rękach niósł wielkie płonące ciasto. Kiedy ciasto przestało się palić. Bart wziął noże i je pokroił. Pierwszy kawałek dostała Lizzy. Zaczęła jeść i nagle BUM. Lizzy cała w cieście, zaczęła płakać. Kira za to zaczęła śmiać się pod nosem. Jak na nią patrzyłem zrobiło mi się miło na sercu. ( Nieee przecież wam obiecałem że nie będę już tak robił ).
------------------------------------------------------------------------
Z dedykacją dla Julii G.
Byłem w mojej posiadłości, wszystko było jak zawsze, ale czegoś brakowało. Po krótkim zastanowieniu zrozumiałem. Nie było tu nikogo byłem sam. Nie było Sebastiana, May-Lin, Barta, Finniama a nawet Kiry. Pomyślałem logicznie ,, Pewnie wyszli, ale dlaczego Sebastian mnie nie obudził. Dziwne ,,. Postanowiłem pójść do jadalni, żeby się upewnić czy naprawdę jestem sam. Otworzyłem drzwi a tam stała Kira. Miała na sobie białą sukienkę, a jej twarz była smutna, można nawet powiedzieć że płakała. Od razu do niej pod biegłem. Próbowałem ją złapać, ale gdy tylko ją dotknąłem na jej sukience pojawiły się czerwone plamy, a ona zaczęła krzyczeć. Wszystko stało się czarne. Nagle poczułem zapach herbaty. Otworzyłem oczy. Okazało się że to był sen. Sebastian stał obok mnie z przygotowaną herbatą. - Wszystko w porządku paniczu? - zapytał, patrząc na mnie z troską - Tak - powiedziałem ( Na szczęście udało mi się coś wykrztusić ). - Proszę się napić poczuje się panicz lepiej - powiedział. Napiłem się, a w tym czasie Sebastian mnie ubierał. Kiedy skończył poszliśmy na dół. Poszedłem do gabinetu, załatwić resztę formalności, na temat firmy. - Sebastianie sprawdź czy Kira się obudziła - powiedziałem - Czyżby panicz... - powiedział - idź już - przerwałam mu. Sebastian wyszedł, a ja zająłem się papierową robotą. Po chwili Sebastian przyszedł mówiąc - Paniczu telefon od panienki Elizabeth -. Podał mi telefon. Od razu usłyszałem piskliwy głos Lizzy - Cieluś witaj, mogę dzisiaj wpaść, tak słodko dzięki, to przyjdę to papatki - powiedziała. ( Nawet nie zdążyłem nic powiedzieć ). Udało mi się tylko wykrztusić ,, Hehg? ,,. Byłem rozczarowany że nie potrafiłem się wysłowić, nawet się bałem co to będzie. - Paniczu śniadanie gotowe - powiedział Sebastian. Poszedłem do jadalni, chwile potem przyszła Kira. - Przepraszam za spóźnienie - powiedziała. Nie szkodzi - odparłam. Usiadła, kiedy już prawie skończyliśmy jeść, ktoś zaczął się odbijać do drzwi. Sebastian i Kira poszli sprawdzić co się dzieje. Nagle usłyszałem głos Lizzy. Od razu spanikowałem i udałem się do drzwi prowadzących do gabinetu. ( Do gabinetu prowadzą nie tylko drzwi ze salonu, ale też z jadalni ). Kiedy byłem w gabinecie usiadłem przy biurku i podsłuchiwałem rozmowy. Nagle usłyszałem kroki. Do gabinetu wbiegła Lizzy, wyskoczyła mi na biurko, i zaczęła się do mnie przytulać. Prawie straciłem przytomność, w sumie chyba straciłem. Jedyne co jeszcze pamiętam, to odwrócona Kirę, podążającą w stronę pokoju. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Sebastiana i Lizzy. - Czy ja zemdlałem? - spytałem - Tak - odpowiedział Sebastian. - Przepraszam Cieluś - powiedziała Lizzy. - Gdzie Kira? - zapytałem. - Rozbolała ją głowa, i poszła się położyć - odparł Sebastian. - Chyba lepiej żebym też się położył - powiedziałem. - Pójdę z paniczem - powiedział. - Nie trzeba - odparłem i udałem się w stronę pokoju. W drodze do sypialni przechodziłem obok pokoju Kiry, i trochę podsłuchałem. Zrozumiałem coś takiego że ,, Sama nie jestem lepsza ,, coś takiego. Długo nie zwracałem na to uwagi, po prostu szedłem dalej. Kiedy doszedłem zdjąłem opaskę, i poszedłem spać. Obudziłem się akurat na kolację. Zszedłem na dół. - Witaj paniczu - powiedział Sebastian. - Witam - odparłem. Usiadłem przy stole, a naprzeciwko mnie Lizzy ( Nie Kira tylko Lizzy ). Koło niej usiadła Kira, po jej minie można było zrozumieć że jest niezadowolona. Kiedy zjedliśmy, Kira wyglądała jakby na coś czekała, wtedy przyszedł Bart, w rękach niósł wielkie płonące ciasto. Kiedy ciasto przestało się palić. Bart wziął noże i je pokroił. Pierwszy kawałek dostała Lizzy. Zaczęła jeść i nagle BUM. Lizzy cała w cieście, zaczęła płakać. Kira za to zaczęła śmiać się pod nosem. Jak na nią patrzyłem zrobiło mi się miło na sercu. ( Nieee przecież wam obiecałem że nie będę już tak robił ).
------------------------------------------------------------------------
Z dedykacją dla Julii G.
piątek, 30 stycznia 2015
Wprowadzenie
Kuroshitsuji Ciel III
Już nie cały tydzień mamy w posiadłości gościa. Moją historię z pewnością już znacie, dlatego powiem wam coś o Kirze. Nie że coś, ale sam się ciekawie kim tak dokładnie jest. Wiem tylko to że ma na imię Kira. Nie wiem dlaczego przyszła i kiedy sobie pójdzie. Ale mniejsza z tym. Na początku byłem przeciwny pobytem Kiry w mojej posiadłości, ale Sebastian powiedział że to może zaszkodzić mojej reputacji. Więc gdybym się nie zgodził rodzinie Phantomhive mogło być źle. Szczerze mówiąc cieszę się że, się zgodziłem. Nie wiem dlaczego, ale myślę że to może mieć wpływ na moje życie. ( Ooo Boże, to brzmiało jakbym mówił o swoich uczuciach. Nie będę już tak robił, przynajmniej spróbuję ).
Z dedykacją dla NANAMIŚ. :-)
Już nie cały tydzień mamy w posiadłości gościa. Moją historię z pewnością już znacie, dlatego powiem wam coś o Kirze. Nie że coś, ale sam się ciekawie kim tak dokładnie jest. Wiem tylko to że ma na imię Kira. Nie wiem dlaczego przyszła i kiedy sobie pójdzie. Ale mniejsza z tym. Na początku byłem przeciwny pobytem Kiry w mojej posiadłości, ale Sebastian powiedział że to może zaszkodzić mojej reputacji. Więc gdybym się nie zgodził rodzinie Phantomhive mogło być źle. Szczerze mówiąc cieszę się że, się zgodziłem. Nie wiem dlaczego, ale myślę że to może mieć wpływ na moje życie. ( Ooo Boże, to brzmiało jakbym mówił o swoich uczuciach. Nie będę już tak robił, przynajmniej spróbuję ).
Z dedykacją dla NANAMIŚ. :-)
czwartek, 29 stycznia 2015
Rozdział I ,,Różowa mandarynka'' Kira
Byłam w ogromnym zamku. Miałam na
sobie piękną fioletową suknię balową. Zeszłam wielkimi schodami w prost
do sali tronowej. Otworzyłam ogromne lazurowe drzwi, tam nie było ani
jednej żywej duszy. Miałam nadzieje że kogoś tam spotkam ale, był tam
tylko ogromny pięknie zdobiony tron, na nim leżała złota korona.
Chciałam z stamtąd jak najszybciej uciec, ale pokusa była zbyt silna.
Szybko podbiegłam do tronu i podniosłam koronę, złożyłam ją. Momentalnie
cały zamek stanął w płomieniach i towarzyszył mu krzyk, małego dziecka.
Krzyk zaczął się zasilać. Momentalnie się ocknęłam w swoim pokoju - Uff
to był tylko sen-. Otarłam oczy i zauważyłam łzy. Wstałam i podeszłam
do lustra. - Tak znowu się rozryczałam - powiedziałam. Wtedy usłyszałam
pukanie do drzwi - Panienko Kiro, za 5 minut będzie gotowa herbata -
powiedział Sebastian. - Dziękuję zaraz przyjdę - powiedziałam. - Przyśle
do panienki, panią Mey-Lin. Pomoże panience się przygotować -
powiedział. - W początku - odrzekłam. Zaczęłam czesać
włosy gdy nagle - Panienko - Mey - powiedziałam - Tak panienko, miałam pomóc panience się przygotować - powiedziała - Wejdź proszę - odparłam.
Mey weszła i pomogła mi się przygotować. Gdy byłam już gotowa, zeszłam w
dół po schodach ( Znowu schody. Po tym co mi się śniło miałam już
szczerze dość schodów ). Poszłam do jadalni, od razu widać było wielki
stół, a na jego drugim końcu siedział Ciel. - Przepraszam za spóźnienie -
powiedziałam - Nie szkodzi - powiedział. - Proszę usiąść panienko -
powiedział spokojnie Sebastian. Usiadłam naprzeciwko Ciela. Gdy
skończyłam jeść, nagle w całej posiadłości zabrzmiał dźwięk drzwi.
Brzmiało to tak jakby ktoś się dobijał do nich. Sebastian podszedł do
drzwi, i je otworzył, a tam stała. Niska złotowłosa dziewczyna, można
powiedzieć że moje totalne przeciwieństwo. - Witaj Sebastianie -
powiedziała charyzmatyczne z wielkim uśmiechem. - Kto to? Służba? Nie
wiedziałam ze Ciel kogoś zatrudnił - powiedziała ze zdziwieniem,
jednocześnie wskazują na mnie palcem. Od razu nie przypadła mi do gustu. - Panienko Elizabeth, oto
madame Kira - powiedział Sebastian patrząc na mnie swoim gadzim
spojrzeniem. ,, Madame ,, czy ja jestem aż taka stara??? No może jakieś
1 000 lat, ale to nie jest aż tak dużo. Chyba? Mniejsza z tym a wiec -
Miło cię poznać Elizabeth - powiedziałam z wrogością. - Mnie także, ale
możesz do mnie mówić Lizzy, będzie krócej. Myślę że zostaniemy
przyjaciółkami! - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy. Od razu
zamarłam, wyobraziłam sobie tę psychopatkę, jako moją koleżankę. Od razu
pomyślałam ze ona chyba nie zrozumiała aluzji. Mówiąc ,, Miło cię
poznać ,, miałam na myśli co innego. - Będziesz mnie nazywać Lizzy, a ja
będę cię nazywać Kizzy. Będzie się rymowało. Tak słodko Lizzy Kizzy.
SWEET!!! - powiedziała Lizzy znów patrząc mi w oczy. Coraz bardziej się
jej boję. - Sebastianie a gdzie jest Cieluś? - powiedziała. - Panicz,
przebywa w gabinecie. Lepiej żeby panienka mu nie przeszkadzała -
powiedział Sebastian - A mogłabym się chociaż z nim przywitać? -
zapytała Lizzy. Nagle zrozumiałam wykorzystał mnie. Podsumujmy ostatni
raz widziałam go w jadalni, a wiec musiał się jakoś prześlizgnąć do
gabinetu. Wiedząc ze Sebastian jest po jego stronie, nie musiał się
martwić że będzie się użerać z Barbie ( Lizzy ). A za to Lizzy będzie
się znęcać nade mną. Niezłe zagranie. A więc wracając. - Ciel na pewno
się ucieszy ze go odwiedziłaś - powiedziałam fałszywie. - Naprawdę tak
myślisz? - zapytała. - Oczywiście - powiedziałam. Momentalnie Lizzy
zaczęła biec w stronę gabinetu. Gdy dobiegła do drzwi, wyskoczyła do
pomieszczenia, można było usłyszeć krzyk Ciela. Od razu podbiegłam do
drzwi gabinetu. Zerknęłam do środka. A w środku po środku ( łał rymuje
się ). A więc w środku wielkiego pokoju było biurko, a za nim siedział
Ciel na wielkim skórzanym krześle, a na biurku oprócz książek siedziała
Lizzy przytulna do niego. O mało co nie zemdlałam. Z kogo ona się uważa
pomyślałam. Od razu się odwróciłam i udałam się do swojego pokoju. -
Panienko Kiro... - powiedział Sebastian - Głowa mnie boli, pójdę
odpocząć. - przerwałam mu i poszłam dalej. Jak doszłam do pokoju
zaczęłam gadać do siebie jak jakaś świruska. - Pojawiła się bez
zapowiedzi, niby jest dobrze wychowana, ale od kiedy skacze się po czyjś
zbiórkach jak jakaś małpa!!!- mówiłam. Kiedy się uspokoiłam zrozumiałam. Wszystko zwalam na Lizzy, a sama nie jestem lepsza. To ja na Hama wepchnęłam się do posiadłości. To ja próbuję udawać kogoś kim nie jestem. ( O Boże!!! Mówię o swoich uczuciach. Nienawidzę kiedy tak mówię. Współczuje że musicie czytać takie głupoty. Zupełnie jakbym pisała do swojego pamiętnika, czy coś takiego. Nie odpowiadajcie mi jak to wygląda kiedy tu pisze :-S. Kończę za bardzo się rozpisałam ). Kiedy skończyłam się nad sobą użalać, zrozumiałam ( Tak w moim przypadku będę dużo rzeczy próbowała zrozumieć ) powtórka zrozumiałam że jestem zazdrosna o ... Zeszłam na dół, minęłam po drodze Barta, Mey-Lin i Rina ( To Finniam jakby ktoś nie zrozumiał niech cofnie się do wprowadzenia ) po ich minach można było zrozumieć że coś knują. Gdy przechodził obok mnie Bart zauważyłam że wydała mu kartka, a na niej było napisane tak :
-----------------------------------------------------------------------------
Menu
Deser
Wymyślone przeze mnie ciasto ,, BUM BUM ,,
-----------------------------------------------------------------------------
Zapowiada się wybuch. Nastał już prawie czas deseru ( było tak nudno że pominęłam ). Postanowiłam nie chować urazy do Lizzy. Siedziałam przy stole ( Nie przeciwko Ciela, bo Lizzy musiała tam usiąść. Ja za to musiałam usiąść obok niej ). Kiedy skończyłam jeść drugie danie czekałam na BUM BUM. Pomyśleć że Sebastian się na to zgodził. Wszedł Bart w rękach trzymał ogromne płonące ciasto. - Ono płonie - krzyknęła Lizzy, za to Ciel patrzył jak zwykle bez jakiej kol wiek ekscytacji. Bart zadowolony ze swojego arcydzieła, wziął w ręce noże. Powoli czubkiem noża zbliżał się do ciasta. Powolutku, powolutku, już prawie. Leciutko zanurzył czubek w cieście. Już pomyślałam że wybuchnie ale chyba się myliłam. Pierwszy kawałek dostała Lizzy. Naprawdę miałam ochotę na BUM BUM. Po chwili usłyszałam oczekiwane BUM. Odwróciłam się i zobaczyłam Lizzy całą w cieście. O mało co nie wybuchłam śmiechem,
nawet Ciel zrobił podobny do uśmiechu grymas. Lizzy się rozpłakała. Tak właśnie się skończył dzisiejszy dzień.
------------------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim za uwagę. Mam nadzieję że się podobało za wszystkie błędy przepraszam. Jak było widać trochę się rozpisałam. Serdeczne dzięki dla tych którzy przeczytali do końca. Proszę o komentarze.
zbiórkach jak jakaś małpa!!!- mówiłam. Kiedy się uspokoiłam zrozumiałam. Wszystko zwalam na Lizzy, a sama nie jestem lepsza. To ja na Hama wepchnęłam się do posiadłości. To ja próbuję udawać kogoś kim nie jestem. ( O Boże!!! Mówię o swoich uczuciach. Nienawidzę kiedy tak mówię. Współczuje że musicie czytać takie głupoty. Zupełnie jakbym pisała do swojego pamiętnika, czy coś takiego. Nie odpowiadajcie mi jak to wygląda kiedy tu pisze :-S. Kończę za bardzo się rozpisałam ). Kiedy skończyłam się nad sobą użalać, zrozumiałam ( Tak w moim przypadku będę dużo rzeczy próbowała zrozumieć ) powtórka zrozumiałam że jestem zazdrosna o ... Zeszłam na dół, minęłam po drodze Barta, Mey-Lin i Rina ( To Finniam jakby ktoś nie zrozumiał niech cofnie się do wprowadzenia ) po ich minach można było zrozumieć że coś knują. Gdy przechodził obok mnie Bart zauważyłam że wydała mu kartka, a na niej było napisane tak :
-----------------------------------------------------------------------------
Menu
Deser
Wymyślone przeze mnie ciasto ,, BUM BUM ,,
-----------------------------------------------------------------------------
Zapowiada się wybuch. Nastał już prawie czas deseru ( było tak nudno że pominęłam ). Postanowiłam nie chować urazy do Lizzy. Siedziałam przy stole ( Nie przeciwko Ciela, bo Lizzy musiała tam usiąść. Ja za to musiałam usiąść obok niej ). Kiedy skończyłam jeść drugie danie czekałam na BUM BUM. Pomyśleć że Sebastian się na to zgodził. Wszedł Bart w rękach trzymał ogromne płonące ciasto. - Ono płonie - krzyknęła Lizzy, za to Ciel patrzył jak zwykle bez jakiej kol wiek ekscytacji. Bart zadowolony ze swojego arcydzieła, wziął w ręce noże. Powoli czubkiem noża zbliżał się do ciasta. Powolutku, powolutku, już prawie. Leciutko zanurzył czubek w cieście. Już pomyślałam że wybuchnie ale chyba się myliłam. Pierwszy kawałek dostała Lizzy. Naprawdę miałam ochotę na BUM BUM. Po chwili usłyszałam oczekiwane BUM. Odwróciłam się i zobaczyłam Lizzy całą w cieście. O mało co nie wybuchłam śmiechem,
nawet Ciel zrobił podobny do uśmiechu grymas. Lizzy się rozpłakała. Tak właśnie się skończył dzisiejszy dzień.
------------------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim za uwagę. Mam nadzieję że się podobało za wszystkie błędy przepraszam. Jak było widać trochę się rozpisałam. Serdeczne dzięki dla tych którzy przeczytali do końca. Proszę o komentarze.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Wprowadzenie
Kuroshitsuji Kira II
Minął już nie cały tydzień odkąd przeprowadziłam się do rezydencji Phantomhive. Zauważyłam że chyba większość domowników mnie nie trawi, mówiąc większość mam na myśli ,,Ciel''. Pokojówka Mey-Lin, ogrodnik Finniam, ale ja go nazywam Rin i kucharz Bard są bardzo mili, nie pomijając Sebastianie. Ja i Sebastian jesteśmy znajomymi z piekła, jak się można domyślić, tak jestem demonem. Nie nic mnie z nim nie łączy, nie jesteśmy parą. Fuuu to by było ohydne. On jest ode mnie o wiele wiele starszy, jakieś 10000 lat. Można powiedzieć że mam tyle lat ile ma Ciel, licząc tak jak wy liczycie swoje lata. A więc, mam na imię Kira, nie przypadkiem, jak większość z was wie że to znaczy zabójca. Może dlatego nie miałam za dużo przyjaciół. Ale no trudno przeszły, no w sumie jakieś 1000 lat. Trafiłam tu z moich problemów, pewnie nigdy się nie dowiecie. Potrzebowałam jakiegoś tymczasowego schronienia. Wiec to cała historia mojego pojawienia się w rezydencji Phantomhive.
KONIEC
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry za błędy i proszę o komentarze...
Minął już nie cały tydzień odkąd przeprowadziłam się do rezydencji Phantomhive. Zauważyłam że chyba większość domowników mnie nie trawi, mówiąc większość mam na myśli ,,Ciel''. Pokojówka Mey-Lin, ogrodnik Finniam, ale ja go nazywam Rin i kucharz Bard są bardzo mili, nie pomijając Sebastianie. Ja i Sebastian jesteśmy znajomymi z piekła, jak się można domyślić, tak jestem demonem. Nie nic mnie z nim nie łączy, nie jesteśmy parą. Fuuu to by było ohydne. On jest ode mnie o wiele wiele starszy, jakieś 10000 lat. Można powiedzieć że mam tyle lat ile ma Ciel, licząc tak jak wy liczycie swoje lata. A więc, mam na imię Kira, nie przypadkiem, jak większość z was wie że to znaczy zabójca. Może dlatego nie miałam za dużo przyjaciół. Ale no trudno przeszły, no w sumie jakieś 1000 lat. Trafiłam tu z moich problemów, pewnie nigdy się nie dowiecie. Potrzebowałam jakiegoś tymczasowego schronienia. Wiec to cała historia mojego pojawienia się w rezydencji Phantomhive.
KONIEC
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry za błędy i proszę o komentarze...
Subskrybuj:
Posty (Atom)